Na przedwstępie, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś/nie zrobiłaś, przeczytaj disklejmer.
Na wstępie uprzedzę – to miała być mowa nienawiści. Niestety, nie wyszła.
Potem chciałem z tego zrobić odezwę do narodu (w zasadzie braci rekonstrukcyjnej pewnej określonej frakcji) ale znów mi nie wyszło. Poza tym, z patosem nie jest mi (chyba) do twarzy.
Generalnie, to chciałem pisać długo, rzucać przykładami, linkami do postów, ciskać gromy w szarą, bezwolną, niemyślącą masę. Ale za ciepło jest i mi się odechciało. Jak już wspominałem IRL, „bycie rycerzem* jest męczące”.
Generalnie chodzi o dwa rodzaje przegięć, których dopuszczają się ludzie w czasie przygotowania do imprez, a oba wynikają z braku tego, co w tytule. O co mi chodzi? Już wyjaśniam.
Otóż nic nie powoduje (chyba) tak dramatycznego opadu witek, jak propozycje ludzi chcących szczerze pomóc wyjęte głęboko z dupy. Nietrafione. Dobre, ale nie na tę imprezę. Coś jak goście nie w porę, chłodnik w styczniu, rozwolnienie w środku nocy w centrum miasta. Na użytek niniejszej notki podzielę sobie imprezę na dwa rodzaje (bo na takie dwa rodzaje imprez z reguły trafiam): 1) datowane i ścisłe; 2) niedatowane i luźne. Moje remedium na problem jest takie:
Ad.1) Impreza datowana i ścisła charakteryzuje się (najczęściej) bardzo konkretnymi zasadami. Konkretny ciuch, konkretne sprzęty. Organizator takiej imprezy z reguły (powinien, nie?) zamieszcza zbiór zasad do przyjęcia do wiadomości. Konkretny przykład (i jednocześnie najbliższa taka impreza) to Dni Grunwaldu, a na moim przykładzie Chorągiew Gończa. Warto zwrócić uwagę na dążenia organizatora, a przede wszystkim na to, czy (w przypadku imprezy cyklicznej) podnosi on poziom imprezy. Ponieważ (dla mnie i mojego otoczenia) warto dążyć do rozwoju poziomu/jakości rekonstrukcji, próbując pomóc zwróć uwagę na: a) czy nie walisz pomysłu z dupy, np. nie proponujesz wyjścia na dyskotekę lub nie forsujesz namiotu z brezentu w historycznym obozowisku. Chyba nie muszę pisać dalej, o co mi się rozchodzi? Uwaga dotyczy też pierdół, np. jest istotna różnica między kuflem „ludowym” z Tesco a rękodziełem robionym na wzór przez rzemieślnika. A jeśli Cię nie stać, srsly, poczekaj aż uzbierasz więcej kasy i od razu kup lepsze. Na dłuższą metę opłaca się bardziej.
Ad.2) Impreza niedatowana, luźna. Często luzacki multiperiod. Albo po prostu, najczęściej, robiona przez ludzi dla ludzi. Tutaj przechodzi wiele ale, na Trygława!, nie wszystko. O ile org zarządzi, że ok, będzie miejsce na namioty z brezentu, to może jednak nie warto popylać w dresie albo adidasach do ciucha z epoki (sprawdzić, czy nie epoka współczesna)? A odnośnie tematu głównego – ponieważ łatwo się pogubić, co przechodzi a co nie, może warto (przed umieszczeniem posta na forum) skonsultować się z kimś, kto lepiej zna realia danej imprezy? Proponowanie (przykład z głowy, nie spotkałem takiego IRL ale kto wie, kto wie…) wspólnego strzelania do tarczy z ASG jako konkurencji turniejowej może się spotkać z ostracyzmem**.
Uwaga końcowa: zdaję sobie sprawę, że temat mi się rozmydlił ale nie ma sensu piętnować konkretnych ludzi za dobre chęci a brak… hmm… myślenia. Prawie każdego można wyprostować, więc wyszło, jak wyszło.
*) rycerz as in: rekonstruktor. Taki skrót myślowy.
**) oczywiście mówię o imprezach, na których bywam – miłośników rekonstrukcji XX i XXIw. raczej tam nie spotykam.