W poniedziałek przywiozłam z Olsztyna worek wełny z owcy pomorskiej. Konkretnie, to z barana tej rasy. Runo zdobyła Szoszonka, za ci wielce jej dziękuję :)

Runo było bardzo brudne, bo przeznaczone do spalenia. Górale przed strzyżeniem myją owce, ale pracownicy uniwerku nie, bo nie przerabiają potem tej wełny, traktując ja jak odpad. Prałam ją 12 godzin w proszku do prania. Po wypłukaniu zrobiła się biała, a miejscami żółta. Po wysuszeniu i gręplowaniu żółtawe włosy znikły w masie bieli, i runo wygląda niemal jak maszynowa czesanka.

Włosy mają długość od 4 do 8 cm i są mocno pokarbowane, przez co odstają z nici po uprzędzeniu. Mam wrażenie, że ta wełna lepiej nadaje się na filc niż na włóczkę. Mimo to, przędzie się całkiem sprawnie, tylko trzeba mocno skręcić przędzę. Jeśli Szoszonka obdaruje mnie kiedyś kolejnym workiem runa, to je sfilcuje i zobaczę, co z tego wyjdzie :) Z wypranego filcuje się gorzej niż z tłustego.
Przędzę wykorzystam na skarpety, rękawiczki i krajki bardkowe.

Czekam teraz na przesyłkę z runem owcy wrzosówki do porównania.

Przygotowuję już naturalne barwniki do farbowania przędzy. Efekty wkrótce, jak tylko uda mi się w końcu zdobyć ałun :)

Jeszcze raz Memling

3 comments

Tym razem fragment “Sądu Ostatecznego”. Rekonstrukcja naszyjnika donatorki.

Biżuteria cd.

No comments

Kolejne podejście do naszyjnika Marii de Medici :)
Musze przyznać, że ta wygląda na szyi wyjątkowo lekko i kobieco.

Wczesna czapka cd.

2 comments

Zrobiłam czapkę dla Karasu. Pocięłam sobie igłą palce przeszywając skórę, ale efekt całkiem mi się podoba :)

Rekonstrukcje cd.

No comments

Dziś kilka nowych rzeczy z dziedziny biżuterii :)

Proca

No comments

Dziś przedstawiam dzieło Karasu – procę, którą wczoraj uplótł :) Teraz jeszcze musi się nauczyć z tego strzelać :D

Dla chętnych coś o procach i pociskach z przesłaniem :)

Wczesna czapka

No comments

Bawiłam się z czapką 3 dni, w większości czas ten poszedł na jej haftowanie, zszycie paneli i podszewki to była kwestia 2 godzin, obszycie lisami pól godziny. Efekt mi się podoba. Acha, kaftan nie jest mój, to wdzianko Karasu :)

Bracia Matrix

No comments

Karasu postanowił dołączyć do Braci Matrix, czyli chłopaków z Nadrenii odtwarzających Joannitów. Materiał na cote już mam, czekam tylko,aż Karasu zakończy dietę, żeby uszyć szatę już na docelowe wymiary. Tymczasem kupiłam od Misia śliczna kaletkę w krzyże, czarną, idealnie dopasowaną dla Joannity :D

Małoszyce

No comments

We wsi Małoszyce koło Lęborka powstał z prywatnej inicjatywy fort rzymski. Jest imponujący, wewnątrz niego mógłby śmiało stanąć zamek olsztyński [bez barbakanu]. Właściciel fortu zorganizował w ten weekend kameralną imprezę multiperiod. było leniwie, piknikowo, towarzysko. Jak na dawnych turniejach w Starogardzie :)
Pogoda w sobotę dopisała, Karasu odganiał burze, a do towarzystwa mieliśmy Misia, więc przegadaliśmy sobie z nim bite 6 godzin :) Nie, żeby innych miłych znajomych nie było, ale jednak Misia widzimy najrzadziej.
Z Małoszyc do Lęborka prowadzi droga tak wąska, że 2 samochody nie mogą się minąć na asfalcie, i jeden musi zjeżdżać nas pobocze. Zakrętów jest tyle, że można dostać zawrotu głowy, a widoki jak w Bieszczadach :) Jako, że Nathan po przyjeździe zameldował, że przez Trójmiasto przebijał się 3 godziny, takie korki, do domu wracaliśmy prze Kaszuby – trasą Sierakowice – Kartuzy – Przodkowo. Trasa jest niesamowicie kręta, ale przepiękna. Widoki były takie, że ani chwili nie żałowaliśmy objazdu. Zabrakło nam czasu na zwiedzenie kolegiaty w Kartuzach, ale mam nadzieję, ze kiedyś uda nam się pojechać tam specjalnie po to. Ta wycieczka marzy mi się od czasów studenckich…

Zdjęcia wyszły nieostre, nie wiem czemu, telefon się chyba zbuntował…

Po Wolinie

6 comments

Tegoroczny wyjazd na Wolin nie okazał się zbyt udany. Nie pod względem towarzystwa, bo to było świetne, raczej zawiodła pogoda, i zabrakło czasu na spokojne pogaduszki i handlowanie na kramie [to w związku z opieką nad dzieckiem]. Finansowo ledwie zwróciło się paliwo, na szczęście nawiązaliśmy parę znajomości mogących zaowocować współpracą na przyszłość.

O czym każdy kramarz powinien pamiętać?

1. Ekspozycja – czyli należy mieć stół lub ławę dostosowaną do wysokości wzroku przechodzących klientów. Towar leżący na płachcie na ziemi jest dużo mniej atrakcyjny.

2. Ceny – muszą być przyczepione do każdej rzeczy, bo nie wszyscy zapytają sprzedającego.

3. Opis – jeśli coś jest elitarne, ręcznie robione, etc. to najlepiej umieścić o tym informację w widocznym miejscu. Nikt się nie domyśli sam z siebie, dlaczego dana rzecz jest wyjątkowa.

4. Wiata – w czasie deszczu ludzie też chodzą i kupują, więc należy mieć wygodną wiatę, pod którą można siedzieć i handlować, a na głowę się nie leje. Poza tym, wtedy nie trzeba w panice zwijać kramu przy pierwszych kroplach deszczu.

5. Dziecko na kramie może pomagać przyciągać klientów, ale może tez odciągać uwagę od towaru. Poza tym sporo osób wyskakuje z “dobrymi radami” na temat jego pielęgnacji i wychowania kompletnie nie w porę, co niesamowicie wkurza. [Przykład - on ma kolkę, trzeba mu ogrzać brzuszek ciepłym powietrzem z suszarki! Rada nawet niezła, ale nie do wykonania na wyjeździe!]

No, to by było na tyle… Zdjęć brak, bo nie było na to czasu, ale może znajomkowie coś podeślą :)

Przyjemności z Wolina – zakupy. Jedwab do haftu, naturalny, 100 % i duże, kute nożyce krawieckie :D