W poniedziałek przywiozłam z Olsztyna worek wełny z owcy pomorskiej. Konkretnie, to z barana tej rasy. Runo zdobyła Szoszonka, za ci wielce jej dziękuję
Runo było bardzo brudne, bo przeznaczone do spalenia. Górale przed strzyżeniem myją owce, ale pracownicy uniwerku nie, bo nie przerabiają potem tej wełny, traktując ja jak odpad. Prałam ją 12 godzin w proszku do prania. Po wypłukaniu zrobiła się biała, a miejscami żółta. Po wysuszeniu i gręplowaniu żółtawe włosy znikły w masie bieli, i runo wygląda niemal jak maszynowa czesanka.
Włosy mają długość od 4 do 8 cm i są mocno pokarbowane, przez co odstają z nici po uprzędzeniu. Mam wrażenie, że ta wełna lepiej nadaje się na filc niż na włóczkę. Mimo to, przędzie się całkiem sprawnie, tylko trzeba mocno skręcić przędzę. Jeśli Szoszonka obdaruje mnie kiedyś kolejnym workiem runa, to je sfilcuje i zobaczę, co z tego wyjdzie
Z wypranego filcuje się gorzej niż z tłustego.
Przędzę wykorzystam na skarpety, rękawiczki i krajki bardkowe.
Czekam teraz na przesyłkę z runem owcy wrzosówki do porównania.
Przygotowuję już naturalne barwniki do farbowania przędzy. Efekty wkrótce, jak tylko uda mi się w końcu zdobyć ałun












