Archiwum z Sierpień 2009

Gorset

poniedziałek, 31 Sierpień 2009

Uszycie gorsetu zajęło mi 5 dni. Skorzystałam z wzoru Effigy Corset.
W sumie, wybrałam go dlatego, że lubię niezależność, i w razie czego chce mieć możliwość zasznurowania się bez niczyjej pomocy.

Gorset ma szyte maszynowo tuneliki na usztywnienie. Przepikowanie 4 warstw lnu ręcznie zajęłoby mi zbyt dużo czasu, a mam go w tej chwili bardzo mało. Obszycia, dziurki i całość wykończenia jest już zrobiona ręcznie.
Mając gorset, mogę się już spokojnie zabrać za szycie sukni.

Efekty dlaszych zmagań niebawem.

:)

Wzór zachowanego gorsetu.

Rozważania na temat konwencji

poniedziałek, 24 Sierpień 2009

Bardzo fajny tekst o konwencji i jej stosowaniu w RPG Juliana Czurko, znanego na Polterze jako Mayhnavea. Julian jest redaktorem działu 7th Sea, i naprawdę dobrze opracował temat. Zwięźle, ale wyczerpująco.
Polecam, nie tylko MG ale i laikom :)

Artykuł

Oh, yeah!

niedziela, 23 Sierpień 2009

Właśnie wyruszam do Ikei po trzcinowe maty. Mam nadzieję, że jakieś sensowne znajdę. Muszę czymś usztywnić gorset, a nigdzie nie sprzedają właściwych fiszbinów. Wszystkie są jakieś takie… miękkie. A ja chce być pancerna.

Obawiam się, że to, co tu zostało napisane to wszystko prawda… ;)

PS – Acha, efektem dzisiejszej pobudki o godzinie 7:26 jest gotowy partelet. Zdjęcia wkrótce. Następny szyję kabat / żakiet. Gorset w trakcie, bo to masakrayczna robota.

Ambitne plany

sobota, 22 Sierpień 2009

Realm of Venus – warto zajrzeć

X-Men

sobota, 22 Sierpień 2009

Impreza u Pixela, oglądamy wszystkie 3 części X-Men.
Pixel o Mystique.
- Wspaniała rzecz, ta metamorfoza. Będąc z taką kobietą, jednocześnie można być jej wiernym, co noc sypiając z inną…

O Ice Manie:

Pixel – jak bym tak umiał chłodzić piwko, to byłbym nieoceniony na Grunwaldzie.
Chaos – Tak, brałbyś złotówkę od każdego schłodzonego browara. Albo łyk z każdej flaszki…
Pixel – Wolę złotówkę. Bo co bym zrobił, jakbym na przykład w końcu chciał kupić sobie batonika…

Żeganjcie wieczorne piwka…

piątek, 21 Sierpień 2009

Nareszcie pojawił się konkretny termin, do którego musze uszyć moją późnorenesansową suknię. Materiał leży już od roku w koszu ze ścinkami i czeka, aż będę mieć dla niego czas. Co prawda nawał roboty jest straszny, zapisałam się do paru monastyrowych projektów opracowujących dodatki do systemy, założyłam kram z Małą i mam zamówienia z Litwy na szycie, ale mam nadzieję, ze jednak się uda. W końcu, człowiek, który a sporo do zrobienia jest lepiej zorganizowany.

Od przyszłego tygodnia wdrażam sobie plan, ze każdego dnia godzinę poświęcę na szycie i godzinę na pisanie. I zobaczymy, czy cos z tego wyjdzie.

:)

Motyw z sesji

wtorek, 18 Sierpień 2009

Dziś, przy porządkowaniu papierów i poszukiwaniu mojej karty postaci do L5K z przed pól roku znalazłam karteczkę z whateverem z sesji w 7th Sea.

Vodaccianin:
- To Monteńczyk? Zatem zakładam, ze to eunuch i biję go po mordzie!
Kilka minut później, Avalonka:
- Gdzie Monteńczyk?
MG – w kiblu. Przejął się tym eunuchem i poszedł sprawdzić…

Coś na uśmiech

poniedziałek, 17 Sierpień 2009

Wierszyk kolportowała dziś moja Mama :)

Wiersz Uduchowiony

Poprzez wicher i słotę,
Przez bezkresną dal śnieżną,
Poprzez żar i spiekotę,
Przez pustynie bezbrzeżną,
Poprzez kry,poprzez lody,
Przez odwieczne zmarzliny,
Poprzez bagna i wody,
Nieprzebyte gęstwiny
Poprzez leśne dąbrowy,
Poprzez stepy i knieje,
Poprzez mroczne parowy,
W których nigdy nie dnieje
I gdzie płoszą się sowy,
Gdy złe jęknie lub strzyga,
A dźwięk słysząc takowy,
Serce w trwodze zastyga
Niezrażony ciemnością,
Która mrozi głusz dziką,
Sam na sam z samotnością,
Co do szpiku przenika,
Pełen hartu i woli,
Podpierając sam siebie,
Mając zamiast busoli Krzyż Południa na niebie
Pokonując złe żądze,
Wietrząc wrogów w krąg wielu,
Ufny, iż nie zabłądzę
Idę naprzód, do celu.
Drogi mej nie wytyczy
Ni głos werbla, ni cytra,
Póki starczy mi siły,
Idę se, po pół litra.

Kaftan z Birki

poniedziałek, 3 Sierpień 2009

Jedno z najprostszych wdzianek, jakie kiedykolwiek szyłam. Uniseks, X wiek. Może być zapinany na haftki, albo na fibule.

Wolin 2009

poniedziałek, 3 Sierpień 2009

Wszystko, co napisałam po warsztatach majowych na Wolinie da się w dwójnasób powiedzieć o festiwalu. Byłam w ciężkim szoku, że przy tym tłumie ludzi dało się zachować tyle kultury i życzliwości dla siebie nawzajem. Ze zdziwiniem odkryłam, że ludzie odtwarzający wczesny okres o wiele bardziej identyfikują się ze swoją postacią niż ci z piętnastki. Do dowódcy jego ludzie mówią „panie Hedin”. Ktoś, kto nie dotrzymał danego słowa potrafi poza przeprosinami przynieśc jakis drobiazg jako upominek i zadośćuczynienie… Przestałam się dziwić, że ludzie, którzy przyjechali po raz pierwszy na Wolin i porównują go z Grunwaldem są porażeni różnicą między tymi dwoma imprezami. Trudno to nawet opisać, bo nie starczyłoby dnia na opowieści.
Może mały przykład :)
Na Wolinie funkcjonują toye otwarte dla odtwórców i turystów. Turyści płaca za wstęp, odtwórcy nie. Przed toykami siedzi sobie przemiła pani i rozdaje papier toaletowy, a jeśli trzeba, to przypilnuje rzeczy, których nie można ze sobą zabrać.
Tak po prostu.

Kartki żywnościowe. Każdy ma talony na obiadek. Kiedy przyszłyśmy po nasze porcje było dość późno, i Mała martwiła się, że kilku znajomych już nie zdąży zjeść.
- Przepraszam, do której będą wydawane obiady?
- Dopóki się nie najecie, robaczki.

Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji na Grunwaldzie. Tak jak nie zdarzyło mi się wcześniej zostać poczęstowaną winem, miodem, piwem tak po prostu, bo siedziałam na kramie i rozmawiałam z potencjalnym nabywcą. Zostałam obdarowana bursztynem przez Litwina, z którego zdejmowałam miarę na ciuchy. Przechodząca dziewczyna zapytała, czy może sfotografować mnie jak szyję. Inna poprosiła o udostępnienie wzoru na haft, bo właśnie się uczy i podobają się jej moje wilki.
Nikt nie robi niczego na chama, zawsze grzecznie zapyta, czasem przysiądzie na stołeczku i pogada, zaprosi na swój kram, i tak się to kręci. Nikt do nikogo nie ma pretensji. Cos pięknego… Tam turyści to nie trolle, tylko goście, i tak się zachowują, jak goście w cudzym domu, a nie jak bydło puszczone stadem…

Poza tym, cała ta feeria kolorów, zdobień, drobiazów… Uwodzi mnie sama materia X wieku. Piękno i prostota ubiorów, meandryczne, kapryśne hafty, niesamowita biżuteria. Zabieram się za nową fazę w szyciu. Trzeba będzie porządnie przeczytać materiały o wczesnych ubiorach. Już się na to cieszę.

Jadę tam znowu. Chyba się zakochałam :)

Zdjęcia