Wszystko, co napisałam po warsztatach majowych na Wolinie da się w dwójnasób powiedzieć o festiwalu. Byłam w ciężkim szoku, że przy tym tłumie ludzi dało się zachować tyle kultury i życzliwości dla siebie nawzajem. Ze zdziwiniem odkryłam, że ludzie odtwarzający wczesny okres o wiele bardziej identyfikują się ze swoją postacią niż ci z piętnastki. Do dowódcy jego ludzie mówią „panie Hedin”. Ktoś, kto nie dotrzymał danego słowa potrafi poza przeprosinami przynieśc jakis drobiazg jako upominek i zadośćuczynienie… Przestałam się dziwić, że ludzie, którzy przyjechali po raz pierwszy na Wolin i porównują go z Grunwaldem są porażeni różnicą między tymi dwoma imprezami. Trudno to nawet opisać, bo nie starczyłoby dnia na opowieści.
Może mały przykład 
Na Wolinie funkcjonują toye otwarte dla odtwórców i turystów. Turyści płaca za wstęp, odtwórcy nie. Przed toykami siedzi sobie przemiła pani i rozdaje papier toaletowy, a jeśli trzeba, to przypilnuje rzeczy, których nie można ze sobą zabrać.
Tak po prostu.
Kartki żywnościowe. Każdy ma talony na obiadek. Kiedy przyszłyśmy po nasze porcje było dość późno, i Mała martwiła się, że kilku znajomych już nie zdąży zjeść.
- Przepraszam, do której będą wydawane obiady?
- Dopóki się nie najecie, robaczki.
Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji na Grunwaldzie. Tak jak nie zdarzyło mi się wcześniej zostać poczęstowaną winem, miodem, piwem tak po prostu, bo siedziałam na kramie i rozmawiałam z potencjalnym nabywcą. Zostałam obdarowana bursztynem przez Litwina, z którego zdejmowałam miarę na ciuchy. Przechodząca dziewczyna zapytała, czy może sfotografować mnie jak szyję. Inna poprosiła o udostępnienie wzoru na haft, bo właśnie się uczy i podobają się jej moje wilki.
Nikt nie robi niczego na chama, zawsze grzecznie zapyta, czasem przysiądzie na stołeczku i pogada, zaprosi na swój kram, i tak się to kręci. Nikt do nikogo nie ma pretensji. Cos pięknego… Tam turyści to nie trolle, tylko goście, i tak się zachowują, jak goście w cudzym domu, a nie jak bydło puszczone stadem…
Poza tym, cała ta feeria kolorów, zdobień, drobiazów… Uwodzi mnie sama materia X wieku. Piękno i prostota ubiorów, meandryczne, kapryśne hafty, niesamowita biżuteria. Zabieram się za nową fazę w szyciu. Trzeba będzie porządnie przeczytać materiały o wczesnych ubiorach. Już się na to cieszę.
Jadę tam znowu. Chyba się zakochałam
Zdjęcia