
W sierpniu Rusłan zamówił u mnie parę szarawarów. Zabierałam się do nich jak pies do jeża, i nadal nie wiem, czy krój jest absolutnie prawidłowy. Bazowałam na ciuchach opisanych w książkach ze szwedzkich skansenów, tego, co zobaczyłam na Wolinie, i samych technikach szycia w X wieku. Nadal nie wiem, czy będą pasować, bo zamawiający jeszcze ich nie odebrał.
Z kolei szarawary Karasu wyszły dobrze, obszerne, niekrepujące ruchów, wygodne.
Teraz musze się zabrać za tunikę i kaftan









