Archiwum z Lipiec 2011

Suknia wczesna

piątek, 29 Lipiec 2011

Dostałam zlecenie na zrobienie dwóch sukien, spodniej i wierzchniej na Wolin. Zlecenie „na wczoraj”, więc roboty co niemiara. Ale efekty całkiem znośne.
Moja prawda maszyna jest najwyraźniej zmęczona, i nie wiem, w czym tkwi problem, ale szyje coraz wolniej. Na szczęscie moje ręce są całkiem sprawne, więc wszystkie widoczne przeszycia, a było ich 2 razy więcej niż maszynowych zrobiłam w 3 dni.

Suknie powinny być wzorowane na tym wykroju, ale łatwiej mi było skorzystać z tego. Z resztą – zamawiająca podała ten łatwiejszy wykrój, więc nie dyskutowałam :)

Suknia wierzchnia została odebrana zanim zdążyłam zrobić fotkę, więc trudno, może właścicielka pozwoli mi użyć jakiegoś zdjęcia z imprezy, natomiast korzystając z dobrego światła cyknęłam obrazek spodniej. Enjoy :)

Przeszywka

piątek, 8 Lipiec 2011

Nareszcie skończona – 3 kilo runa wyczesanego własnoręcznie i kilometry ręcznych szwów. Waga – około 6 kilo.
Nigdy więcej.

Zbytki

środa, 6 Lipiec 2011

Wbrew silnym obecnie trendom do rekonstruowania warstw niższych, ja postanowiłam dopieścić swój strój dodatkami z wyższej półki. Rozliczałam się barterem, więc proszę nie pytać o ceny prezentowanych cacek, tylko napisać bezpośrednio do twórcy, czyli Marka.

„Tytuł zastępczy”

niedziela, 3 Lipiec 2011

W PRL-u funkcjonowały etykiety zastępcze, a ja dziś nie mam weny. W ten weekend mieliśmy jechać do Rosamar na Warsztaty Nicnierobienia, i pogoda zrobiła nas w konia. Po słonecznym, upalnym tygodniu pracy nastąpiło oberwanie chmury, spadek temperatury o połowę i ogólnie katastrofa, jeśli chodzi o warunki pozwalające na koczowanie pod gołym niebem. Zatem na warsztaty nie pojechaliśmy… Strasznie mi tego żal, bo w tym sezonie jakoś nic nie chce się ułożyć tak, jakbym tego chciała. A to pogoda nie dopisze, a to dziecko na antybiotyku, a to za daleka jazda na imprezę, i nie ma co męczyć pociech przez 7 godzin w aucie :/

No cóż, przynajmniej posiedziałam nad chaosową przeszywką i zamówioną biżuterią.

Mam nadzieję, że na wrześniowej edycji pogoda nam dopisze, bo chciałabym skorzystać z warsztatów i wiedzy innych osób, i sama tez jakieś poprowadzić. Poza tym stęskniłam się za siedzeniem przy ognisku, za rozmowami o wszystkim co nas ciekawi i widokiem znajomych, a dawno niewidzianych twarzy… Teraz, kiedy wiem, ze tegoroczny Grunwald też nam przepadnie żal mi każdej imprezy, na której nie zdołam być… Cóż, rodzicielstwo ma swoją cenę. Może w przyszłym roku uda się zdać dzieci dziadkom i jak za dawnych czasów ruszyć w Polskę :)