Udało mi się skończyć zaczęty projekt i uszyłam w końcu pierwszą współczesną spódnicę, którą da się założyć i wyjść w niej do ludzi. Powinna się nazywać „1000 błędów”, ale i tak jest lepsza niż pierwsza, która pójdzie na szmaty…
Maszynę pożyczyłam od sąsiada. Też coś z nią nie tak, ale już machnęłam na to ręką. Co mam do skończenia to wykończę na takim sprzęcie, jaki jest dostępny.
Czekam na informacje od Teściowej, jaką mam sobie kupić nowa maszynę, bo miała o to wypytać panie bardziej fachowe w temacie.
Zdjęcie równie kiepskie jak sam ciuch, ale nie mam wprawy w fotkach w lustrze. Ani konta na Fotce, ani na NK ani na Facebook’u nie posiadam, więc tego typu umiejętności nie potrzebowałam






