Wpisy otagowane ‘medieval cloth’

Manekin

piątek, 6 Styczeń 2012

W końcu zabrałam się do zrobienia manekina własnej skórze. Niestety, okazało się, że mam za mało taśmy, i zamiast sztywnej powłoki mam miękki gorset z taśmy… Na szczęście to się da poprawić, tylko muszę kupić jeszcze z 5 rolek izolepy ;)
Na następnym spotkaniu Koła Gospodyń Miejskich będzie dogrywka ;)

Krajka „wiosenna”

niedziela, 27 Listopad 2011

Nowa krajka Karasu, w kolorze soczystej, wiosennej zieleni i delikatnego różu, zrobiona dla pewnej małej damy, pod kolor haftów na sukience :)
Nici były bardzo cienkie, więc i krajka jest dość wąska, na 1.5 cm, ale na pasek do sukienki powinna być w sam raz. Kolory sa znacznie żywsze, ale skaner jakoś nie bardzo lubi zielenie.

Kolejne skarpety

poniedziałek, 21 Listopad 2011

Skarpety na wyprawy dla męża. Włóczka Merinos 80%, bardzo ciepła i puszysta. Niestety, po ich zrobieniu zgubiłam szydełko, które mi tak dobrze służyło…

Skarpety zrobiłam w mniej więcej 8 godzin. Przy grubej włóczce i grubszym szydełku [4,5 mm] robota idzie naprawdę szybko. Jest to kolejny argument za, na rzecz szerszego użycia dzianin w Średniowieczu.

Rękawiczki w paski

piątek, 18 Listopad 2011

Zrobiłam sobie rękawiczki z jednym palcem. Ze względu na niedostatek uprzędzionej wrzosówki i karmelowego merynosa zdecydowałam się dla oszczędności połączyć kolory. Była to przyjemna praca.

Karasu już przetestował swoje rękawiczki na pokazach w Malborku, i bardzo je sobie chwalił.

Pikowańce

piątek, 4 Listopad 2011

Zaczynam w końcu ogarniać się w temacie pikowańców. Palce prawej dłoni mam już nieźle stwardniałe od przewlekania dużej igły przez zbite warstwy lnu, bawełnianego filcu i fizeliny. Na szczęscie został mi już tylko jeden kaptur pikowany do zrobienia, dla męża pod kapalin. Potem ultra, ręcznie szyta przeszywka dla niego, i może dla mnie, choć nie wiem, kiedy i gdzie miałabym iść w pole…

Do tego hurtem przędę i robię na szydełku, jakaś taka mania pracowitości przed powrotem do pracy…

Rękawiczki

czwartek, 3 Listopad 2011

Szał szydełkowo – przędzalniczy trwa :)

Acha – przy rękawiczkach zmieniłam grubość wełny i szydełka w stosunku do skarpet, więc zrobiłam je w 3 godziny.

Czapeczka dziecięca

środa, 2 Listopad 2011

Mam ostatnio jakąś fazę na szydełkowanie. Zwłaszcza, że naalbindingu nie potrafię się nauczyć, a szydełko daje podobny efekt. Wiem, że to średnio historyczne, tzn. nie ma na takie dzianiny potwierdzenia, ale ilość znalezionych w Polsce średniowiecznych szydełek napawa mnie optymizmem :)
Ręcznie przędziona wełna i kilka godzin pracy przy słuchaniu audiobooków :)

Skarpety

środa, 26 Październik 2011

Postanowiłam zrobić sobie mały test dotyczący efektywności pracy. Co jest szybsze – szycie, czy dzierganie?

Co ustaliłam:

- dzierganie 1 skarpetki na szydełku [a robię to dość sprawnie] zajmuje mi z grubsza cały dzień roboczy, czyli minimum 6 godzin.

- szycie nogawiczki zajmuje mi około 2.5 h, przy założeniu, że kroję, szyję ściegiem za igłą i podkładam brzegi.

- uprzedzenie motka wełny na 2 skarpetki zajmuje mi tydzień roboczy, czyli 5 dni pracy po 4 h dziennie.

- utkanie materiału na nogawiczki to znacznie więcej pracy – przędzy na osnowę i wątek idzie znacznie więcej niż na dzierganie. I sam czas tkania.

Wnioski? Myślę, że w Średniowieczu popularniejsze były nogawiczki dziergane, zwłaszcza wśród uboższych warstw. Ich wykonanie wymagało w sumie mniej materiału i robocizny. Druga z ich niebagatelnych zalet to elastyczność, znacznie większa niż w przypadku nogawiczek z tkaniny.
Tkaninowe powstawały zapewne z resztek, które zostawały po szyciu większych ubrań, więc były pod kolor głównej szaty.
Zatem, jak dla mnie dogmat o tym, że nogawiczki były zawsze białe jest dość łatwy do obalenia. Jeśli były dziergane lub szyte naalbindingiem, to zapewne z surowej wełny występującej lokalnie i lokalnie przędzionej, czyli w kolorach miejscowych owiec [od bieli do czerni, przez szarości, brązy i melanże powyższych].
Materiałowe mogły być barwione [ale nie musiały], zależało to od zakupionej na ciuch tkaniny.
A jakie są Wasze wnioski?

Pas do houppelandy

wtorek, 25 Październik 2011

W końcu powstaje pierwszy pas houppelandowy robiony na tabliczkach. Na zamówienie. Miał być gotowy na Grunwald, ale mieliśmy straszna obsuwę :/
Swoją drogą, ile się trzeba namęczyć, żeby się facet zabrał za swoją robotę… A potem, ile ten chłop klnie, marudzi, narzeka… Coś potwornego. Jakby mu się jakaś krzywda działa.
Nic to, skończy ten pas, zabierze się za mój, nie odpuszczę :]

Leniwa niedziela

niedziela, 23 Październik 2011

Dziś też poszliśmy na spacer, tylko tym razem po łatwej trasie, bo z wózkiem i obojgiem dzieci. I tak były piękne widoki. A Karasu testował swoją nową, wczesną czapkę zrobioną z ręcznie przędzionej wełny [tak, to w całości moja robota! :) ]. Nie drapała, i pasowała na głowę idealnie. Tylko będę się bała ją prać, bo pewnie strasznie się zbiegnie…