Wpisy otagowane ‘przędzenie’

Przęślik

sobota, 7 Styczeń 2012

Na wczorajszym spotkaniu udało się zrobić sporo fajnych rzeczy, między innymi gliniany przęślik do wrzeciona, wzorowany na tych, które wykopano w ZAGHUNLUQ. Nie jest to rekonstrukcja, raczej inspiracja, i miałam z tego mnóstwo frajdy :)

Może jest ktoś chętny na warsztaty z lepienia gliny? Można porobić historyczne i nie historyczne prace. Razem byłoby weselej :)

Kolejne skarpety

poniedziałek, 21 Listopad 2011

Skarpety na wyprawy dla męża. Włóczka Merinos 80%, bardzo ciepła i puszysta. Niestety, po ich zrobieniu zgubiłam szydełko, które mi tak dobrze służyło…

Skarpety zrobiłam w mniej więcej 8 godzin. Przy grubej włóczce i grubszym szydełku [4,5 mm] robota idzie naprawdę szybko. Jest to kolejny argument za, na rzecz szerszego użycia dzianin w Średniowieczu.

Rękawiczki w paski

piątek, 18 Listopad 2011

Zrobiłam sobie rękawiczki z jednym palcem. Ze względu na niedostatek uprzędzionej wrzosówki i karmelowego merynosa zdecydowałam się dla oszczędności połączyć kolory. Była to przyjemna praca.

Karasu już przetestował swoje rękawiczki na pokazach w Malborku, i bardzo je sobie chwalił.

Kapcie

wtorek, 15 Listopad 2011

„Winter is coming” :) Zrobiłam sobie ciepłe kapcie z ręcznie przędzionej wełny. Każdy jest inny, nawet w kwestii rozmiaru – cóż, uroki początkowych prac.

Rękawiczki

czwartek, 3 Listopad 2011

Szał szydełkowo – przędzalniczy trwa :)

Acha – przy rękawiczkach zmieniłam grubość wełny i szydełka w stosunku do skarpet, więc zrobiłam je w 3 godziny.

Czapeczka dziecięca

środa, 2 Listopad 2011

Mam ostatnio jakąś fazę na szydełkowanie. Zwłaszcza, że naalbindingu nie potrafię się nauczyć, a szydełko daje podobny efekt. Wiem, że to średnio historyczne, tzn. nie ma na takie dzianiny potwierdzenia, ale ilość znalezionych w Polsce średniowiecznych szydełek napawa mnie optymizmem :)
Ręcznie przędziona wełna i kilka godzin pracy przy słuchaniu audiobooków :)

Skarpety

środa, 26 Październik 2011

Postanowiłam zrobić sobie mały test dotyczący efektywności pracy. Co jest szybsze – szycie, czy dzierganie?

Co ustaliłam:

- dzierganie 1 skarpetki na szydełku [a robię to dość sprawnie] zajmuje mi z grubsza cały dzień roboczy, czyli minimum 6 godzin.

- szycie nogawiczki zajmuje mi około 2.5 h, przy założeniu, że kroję, szyję ściegiem za igłą i podkładam brzegi.

- uprzedzenie motka wełny na 2 skarpetki zajmuje mi tydzień roboczy, czyli 5 dni pracy po 4 h dziennie.

- utkanie materiału na nogawiczki to znacznie więcej pracy – przędzy na osnowę i wątek idzie znacznie więcej niż na dzierganie. I sam czas tkania.

Wnioski? Myślę, że w Średniowieczu popularniejsze były nogawiczki dziergane, zwłaszcza wśród uboższych warstw. Ich wykonanie wymagało w sumie mniej materiału i robocizny. Druga z ich niebagatelnych zalet to elastyczność, znacznie większa niż w przypadku nogawiczek z tkaniny.
Tkaninowe powstawały zapewne z resztek, które zostawały po szyciu większych ubrań, więc były pod kolor głównej szaty.
Zatem, jak dla mnie dogmat o tym, że nogawiczki były zawsze białe jest dość łatwy do obalenia. Jeśli były dziergane lub szyte naalbindingiem, to zapewne z surowej wełny występującej lokalnie i lokalnie przędzionej, czyli w kolorach miejscowych owiec [od bieli do czerni, przez szarości, brązy i melanże powyższych].
Materiałowe mogły być barwione [ale nie musiały], zależało to od zakupionej na ciuch tkaniny.
A jakie są Wasze wnioski?

Leniwa niedziela

niedziela, 23 Październik 2011

Dziś też poszliśmy na spacer, tylko tym razem po łatwej trasie, bo z wózkiem i obojgiem dzieci. I tak były piękne widoki. A Karasu testował swoją nową, wczesną czapkę zrobioną z ręcznie przędzionej wełny [tak, to w całości moja robota! :) ]. Nie drapała, i pasowała na głowę idealnie. Tylko będę się bała ją prać, bo pewnie strasznie się zbiegnie…

Ostara 2011

czwartek, 24 Marzec 2011

Nasze zdjęcia :)

Odetchnęłam po wyjeździe na Wolin, więc mam siłę cokolwiek napisać.

Cała impreza miała mieć początek w piątek rano, ale, że uczestnicy w większości zjechali się dopiero w piątek po południu, a nawet wieczorem po pracy, to jeden dzień z warsztatów nam odpadł. Za to była sympatyczna integracja uczestników, zwłaszcza w pizzerii w samym Wolinie, gdzie nieoczekiwanie natknęliśmy się na organizatorów;). Odbiło się to niestety na programie, bo wszystko, co miało być rozciągnięte na 2 dni trzeba było zmieścić w jednym. W piątek była tylko prelekcja o kolczugach nitowanych, która przerodziła się w luźną dyskusję na temat husarii i bitwy pod Kircholmem. Potem prelegent padł z powodu nadmiernego spożycia procentów.
Sobota okazała się bardzo pracowita. Mój mąż przepadał na wykładzie o biżuterii średniowiecznej, potem poszedł się uczyć łupania desek na kliny, po czym trafił do kowala i wsiąkł kompletnie do wieczora. Za to wykuł sobie swój pierwszy wczesny nów, i pól fibuli, bo na szpilkę nie wystarczyło nam już czasu. Dokończy innym razem, może w warsztacie u kolegi w Gdańsku.

Ja najpierw poprowadziłam małe warsztaty z malowania temperami jajecznymi na deskach, ze względu na dobre światło, a potem, kiedy koleżanka rozpoczęła nauczanie naalbindingu ja wzięłam wrzeciona i uczyłam chętnych jak prząść. Na dobre dała się temu zajęciu porwać tylko jedna osoba, ale nie wątpię, że po powrocie do domu jeszcze poćwiczy przędzenie. Spore, a nieoczekiwane zacięcie w pracach uznawanych za typowo kobiece wykazywali panowie, bo i do wrzeciona znalazł się jeden chętny, i do naalbindungu, i naprawdę dobrze im szło.
Malarstwo miało zdecydowanie większą popularność.

Tempery żółtkowe okazały się całkiem fajnym medium, z tym, ze maja kilka cech, które należy wziąć pod uwagę jeszcze przed malowaniem:

1. Tempery jajeczne szybko schną, a po wyschnięciu są bardzo trudno rozpuszczalne.

2. Cieniowanie temperami należy wykonywać z pomocą kreseczek, tak, jak w ikonach. Inaczej nie ma możliwości zapanowania nad walorem.

3. Tempery bardzo ciemnieją po wyschnięciu, więc trzeba starannie mieszać barwy, i malować dany obszar jednym kolorem od początku do końca, żeby uniknąć niejednorodnych powierzchni.

4. Tempery tego typu są bardzo mocno kryjące, i źle się ze sobą mieszają, barwniki maja tendencję do rozwarstwiania się. Dlatego zamiast mieszać np. zieleń z niebieskiego i żółci lepiej kupić zielony pigment.

5. Różne pigmenty różnie mieszają się z żółtkiem. W naszym przypadku najgorzej zachowywał się niebieski, ale to też kwestia tego, że był najgrubiej zmielony.

6. Podłoże najlepsze będzie naturalne, czyli grunt z kleju kostnego i kredy szampańskiej, przynajmniej 3-warstwowy. Gesso akrylowe nie służy temperom jajecznym, jest za mało chłonne.

Ponieważ różne warsztaty były prowadzone równolegle, ja sama nie miałam już czasu skorzystać za wiele z wiedzy innych. Żałuję tego bardzo, no, ale mam nadzieję, ze uda mi się pojechać na kolejne edycje imprezy. We wrześniu na Pomorzu szykuje się druga edycja Stepów Pomorskich, więc nastawiam się na to, że tam skorzystam sobie z warsztatów.

Wróciliśmy do domu w sobotę w nocy, bo zanosiło się na solidny przymrozek, a spanie w kurnej chacie ogrzewanej jedynie otwartym paleniskiem dało nam solidnie w kość. Na przyszłość będziemy celować w imprezy w cieplejszych miesiącach, tak, żeby dało się spać pod namiotem.

Tekst wyjazdu padł w piątek, w pizzerii. Autorstwo „Kretyna”:
- Aj, waj! Mnie Żydem nazywać?!… I to w szabas!…

Motek

niedziela, 14 Listopad 2010

Uprzędłam trochę butelkowej zieleni na mój wymarzony sweter z golfem. Do wełny wmieszałam pasemka jedwabiu w kolorze jadowitej zieleni, co ożywia włóczkę. Zobaczymy, czy wystarczy mi cierpliwości na dalsze przędzenie, zwłaszcza, ze spiętrzyło mi się sporo rzeczy do zrobienia na wczoraj…