Nasze zdjęcia
Odetchnęłam po wyjeździe na Wolin, więc mam siłę cokolwiek napisać.
Cała impreza miała mieć początek w piątek rano, ale, że uczestnicy w większości zjechali się dopiero w piątek po południu, a nawet wieczorem po pracy, to jeden dzień z warsztatów nam odpadł. Za to była sympatyczna integracja uczestników, zwłaszcza w pizzerii w samym Wolinie, gdzie nieoczekiwanie natknęliśmy się na organizatorów;). Odbiło się to niestety na programie, bo wszystko, co miało być rozciągnięte na 2 dni trzeba było zmieścić w jednym. W piątek była tylko prelekcja o kolczugach nitowanych, która przerodziła się w luźną dyskusję na temat husarii i bitwy pod Kircholmem. Potem prelegent padł z powodu nadmiernego spożycia procentów.
Sobota okazała się bardzo pracowita. Mój mąż przepadał na wykładzie o biżuterii średniowiecznej, potem poszedł się uczyć łupania desek na kliny, po czym trafił do kowala i wsiąkł kompletnie do wieczora. Za to wykuł sobie swój pierwszy wczesny nów, i pól fibuli, bo na szpilkę nie wystarczyło nam już czasu. Dokończy innym razem, może w warsztacie u kolegi w Gdańsku.
Ja najpierw poprowadziłam małe warsztaty z malowania temperami jajecznymi na deskach, ze względu na dobre światło, a potem, kiedy koleżanka rozpoczęła nauczanie naalbindingu ja wzięłam wrzeciona i uczyłam chętnych jak prząść. Na dobre dała się temu zajęciu porwać tylko jedna osoba, ale nie wątpię, że po powrocie do domu jeszcze poćwiczy przędzenie. Spore, a nieoczekiwane zacięcie w pracach uznawanych za typowo kobiece wykazywali panowie, bo i do wrzeciona znalazł się jeden chętny, i do naalbindungu, i naprawdę dobrze im szło.
Malarstwo miało zdecydowanie większą popularność.
Tempery żółtkowe okazały się całkiem fajnym medium, z tym, ze maja kilka cech, które należy wziąć pod uwagę jeszcze przed malowaniem:
1. Tempery jajeczne szybko schną, a po wyschnięciu są bardzo trudno rozpuszczalne.
2. Cieniowanie temperami należy wykonywać z pomocą kreseczek, tak, jak w ikonach. Inaczej nie ma możliwości zapanowania nad walorem.
3. Tempery bardzo ciemnieją po wyschnięciu, więc trzeba starannie mieszać barwy, i malować dany obszar jednym kolorem od początku do końca, żeby uniknąć niejednorodnych powierzchni.
4. Tempery tego typu są bardzo mocno kryjące, i źle się ze sobą mieszają, barwniki maja tendencję do rozwarstwiania się. Dlatego zamiast mieszać np. zieleń z niebieskiego i żółci lepiej kupić zielony pigment.
5. Różne pigmenty różnie mieszają się z żółtkiem. W naszym przypadku najgorzej zachowywał się niebieski, ale to też kwestia tego, że był najgrubiej zmielony.
6. Podłoże najlepsze będzie naturalne, czyli grunt z kleju kostnego i kredy szampańskiej, przynajmniej 3-warstwowy. Gesso akrylowe nie służy temperom jajecznym, jest za mało chłonne.
Ponieważ różne warsztaty były prowadzone równolegle, ja sama nie miałam już czasu skorzystać za wiele z wiedzy innych. Żałuję tego bardzo, no, ale mam nadzieję, ze uda mi się pojechać na kolejne edycje imprezy. We wrześniu na Pomorzu szykuje się druga edycja Stepów Pomorskich, więc nastawiam się na to, że tam skorzystam sobie z warsztatów.
Wróciliśmy do domu w sobotę w nocy, bo zanosiło się na solidny przymrozek, a spanie w kurnej chacie ogrzewanej jedynie otwartym paleniskiem dało nam solidnie w kość. Na przyszłość będziemy celować w imprezy w cieplejszych miesiącach, tak, żeby dało się spać pod namiotem.
Tekst wyjazdu padł w piątek, w pizzerii. Autorstwo „Kretyna”:
- Aj, waj! Mnie Żydem nazywać?!… I to w szabas!…